Co się zdarzyło 6 kilo temu…

To nie jest jakaś historia z wielkim WOW i drugim dnem .To raczej klasyczny przypadek, gdzie od dna się trzeba było odbić, aby polecieć wyżej. A nie polecisz wysoko jak nie możesz się unieść nad ziemią. Proste.
Motylem byłam, ale przytyłam. Wiadomo: ciąża jedna, druga, zachcianki, wymówki, karmię itp. A potem:

☑️w nagrodę,

☑️bo zasłużyłam,

☑️bo mam doła,

☑️na pociesznie,

☑️bo chcę,

☑️bo tak

i cała lista kreatywnych, ale bezsensownych wymówek.

Nie byłam gruba ani jakoś bardzo utyta. Mam świadomość swojego ciała i bardzo je lubię, bez względu na to jak wyglądam. Skoro nie przeszkadzało mi to tyle czasu, pomyślicie pewnie po co to chciałam zmienić ?

Otóż… nie planowałam tego. Podobnie jak obcięcia włosów. Posłużę się chyba najlepszym wymijającym określeniem- TAK WYSZŁO.
Można było sobie wmawiać, że tyyyle ważę, bo mam serce ze złota, nerwy ze stali itp.
Albo lepiej: że mam wszystko w dupie i dlatego mam taką wielką.

Był taki wieczór, na który bardzo się cieszyłam, zaplanowane wyjście, wybrana kreacja. Ale zobaczyłam w lustrze ❌ kogoś kim nie chce być. Nie chodzi o to, że źle w tej sukience wyglądałam. Ja się do niej w ogóle nie zmieściłam…

To była kropka nad i. Wielka kropka.

Potem pojawiła się nie tyle kwestia wyglądu, co zdrowia. Zapaliła mi się czerwona, a właściwie zielona lampka. Że coś jest nie tak. Brak energii, sił, zdenerwowanie, stres, senność itp.

I dobijający brak konsekwencji
w realizacji postanowień.

Bo chyba nigdy w życiu nie zaczęłam niczego od poniedziałku, zawsze wszystko przekładałam na później co było równoznaczne z wpisaniem tego w kalendarz pod zakładką NIGDY.

Ale tak jak w przypadku przeprogramowania myślenia, tak i tutaj – jest to proces.
Nie z dnia na dzień wielkie obietnice i działania, ale pomału (przy okazji to świetna lekcja pokory) do celu, a nie na hurra! jak to zwykle miałam w zwyczaju.

Mówiłam, że to klasyczny przypadek. To nie jest historia spektakularnej #metamorfozy.

Chociaż tu zdjęcie dla porównania:
kilo

Po prostu chciałam się lepiej poczuć. Podobać się sobie. Nie chodziło o porównywanie się z kimś. Nie o modę. Tylko o to by podjąć prace nad sobą. Spróbować.

Bo do tej pory pretensje mogłam mieć tylko do siebie.

Będę szczera – ja ze sportem nadal jestem na bakier. 🤸‍♀️Ktoś mnie ostatnio zapytał czy trenuję- uśmiałam się.
Rzeczywiście podczas wakacji jeździłam prawie codziennie na rowerze, czasem zrobię tam kilka brzuszków jak akurat nic nie leży na dywanie (lego czy coś ). Coraz bardziej ciągnie mnie w stronę jogi, ale nie chodzę na siłkę, na orbitreku częściej wieszam ciuchy niż spalam kalorie.

W moim przypadku kluczowe było przeorganizowanie jadłospisu. Trochę poczytałam, podowiadywałam się, przeprosiłam z tym i z tamtym. I wyjątkowo przestałam myśleć o celu, ale skupiłam się na samej drodze do niego. To jest ciężka robota, sporo wyrzeczeń.
Uwielbiam to powiedzenie: jedz mniej bramy raju są wąskie.

Nawet jeśli tam nie trafię, to w piekle kalorii i tak nie spalę.

Dlatego zajęłam się tym tu i teraz.

Patrzę na siebie i wiem, że było warto.

kilo

 

Tu przeczytacie jak udawać, że się jest FIT : https://fitstaszki.pl/2020/04/21/fit-moze-od-jutra-obiecany-11-fakt-o-mnie/

5 1 vote
Article Rating
Udostępnij
  •  
  •