Urwał się Staszek z choinki. Ale najpierw z roboty. Bo time is money, a on ani jednego ani drugiego za wiele nie ma.

Popędził jak szalony po prezenty, bo nie kupił ich we wrześniu, jak sobie obiecywał w zeszłym grudniu.

Nie załapał się nawet na Black Friday. I w sam jest teraz w czarnej dupie i tyle z tego black.

Co dom- to tradycja. U jednych na choince bańki, u innych bombki. Albo Aniołek albo Gwiazdor, a on jak se czegoś sam nie kupi, to nie ma.

Zawczasu jedynie menu świąteczne przygotowane i 12 potraw jak się patrzy:

  1. Gruszki z puszki
  2. Żabie nóżki
  3. Pasztetów pięć
  4. W oleju śledź
  5. Owoce morza
  6. Kawa zbożowa
  7. Karp tradycyjny
  8. Opłatek wigilijny
  9. Ogórek kiszony
  10. Kotlet smażony
  11. Chleba kromeczka
  12. Może wódeczka

Ale postanowił, że ostatni raz te święta sam spędza. Że już się woli ożenić niż kota kupić. No nie zniży się do bycia kawalerem z kotem. No tak nisko nie upadnie, oj nie.

Święta to magia a on w cuda wierzy. I w gadające zwierzęta o północy, Rudolfa z czerwonym nosem i zawsze zatankowane ciężarówki coca-coli.

Zadzwoni nawet do ciotki Mery. Mery Christmas. I pozazdrości, że jej się w tej Ameryce sen amerykański spełnia.

Bo w Polsce dnie co prawda jaśniejsze, ale ciemnota coraz większa i jak ma taki sen śnić, to już woli w niego zapaść…

 

0 0 vote
Article Rating
Udostępnij
  •  
  •